- dzień 1
- dzień 2
- dzień 3
- dzień 4
- dzień 5
- dzień 6
Dzień pierwszy a właściwie to noc
Apocalypse Now
Czwartek - Armagedon - Jadąc autobusem słyszę jak o dach walą śmieci, gałęzie, psy, koty i dżdżownice. Zdążyłem jeszcze usłyszeć w faktach -"w piątek jeśli tylko to możliwe radzimy nie wychodzić z domu". No i ja na pewno w piątek nie wyjdę, bo w czwartek wyszedłem i przez tydzień nie wrócę.
Na PKP niezła akcja gdy w całej hali dworca we Wrocku gasną wszystkie światła i zapada na parę sek. kompletna ciemność + włączone alarmy w sklepach.
Pociąg opóźniony 40 min. W tym czasie gorąca linia - rodzinka i znajomi dzwonią i ślą smsy o mniej więcej takiej tręsci: nie ma prądu, wody, pociągi nie kursują, w tatrach bezwzględny zakaz wychodzenia w góry itp.
Z innych wydarzeń: Na Przema zesrał się gołąb ze strachu przed wichurą, pociąg jak już przyjechał to stał 2 h czekając na usunięcie jakichś baobabów z torowiska, ale przynajmniej jest nam ciepło (momentami gorąco że ja p...), no i... pociąg opanowany przez fanów Adama Małysza.
Z moich spostrzeżeń - kibicowanie A.M. jest równoznaczne z upiciem się, najczęściej na wesoło, ale pamiętam kolesia którego ciężko było wyczuć. Szedł uśmiechnięty ale generalnie wszystko go wkurwiało - szyba, drzwi, butelka, ja... no wszystko na co patrzył. No i drugi koleś - w pluszowym stroju różowej pantery - szukał wódki póki się nie przewrócił i nie zasnął.
W radio: Na Śnieżce rekord - wiatr 230 km/h. Prądu nie ma w połowie Wrocławia. I te same zalecenia: nie wychodzić z domu!
Po 1-wszej pociąg rusza a ożywieni kibice wchodzą w 2 etap radości/upicia. Myślę że jeszcze 1 krótki etap i wszyscy zasną. Nie przyznajemy się, że my na skoki nie jedziemy bo nas wyrzucą przez okno.
Zasłyszane o 1:30 z przedziału obok: głośne wołanie mężczyzny - "PRZEPRASZAM! CZY MA KTOŚ KARTY?!?", na to kobieta - "ciszej, już po dziesiątej..."
W środku nocy chyba ktoś do nas strzelał bo 2 przedziały dalej wytłukło dwie szyby. Włączam radio, a tam - kawałek "The End" z filmu "Apocalypse Now"...
